Wycieczka na Saharę
Wyprawa na Saharę to wspaniała przygoda i niezapomniane doznania. Warto to przeżyć. Polecam każdemu. Dopiero taki wyjazd ukazuje prawdziwą Tunezję. Jest to tylko namiastka, ale właśnie ta namiastka sprawia, że człowiek zakochuje się tym kraju i chętnie tu powraca. Bezkresne pustkowie, wyschnięte, słone jeziora, fata morgana, zielone, górzyste oazy, słodkie daktyle, berberyjskie domy skalne, wodospady, tradycje i kultura. Po takiej wyprawie człowiek zupełnie zmienia światopogląd. Nabiera dystansu do życia świata i codzienności. Pokornieje w obliczu potęgi natury i jej genialności.
Ale od początku.
Pobudka wcześnie rano. W zasadzie było jeszcze ciemno. Śniadanko, a właściwie lunch pakiet. Pakujemy się do jeepa i w drogę. Do jeepa weszło nas 7 osób. Ci na samym końcu mieli najciaśniej:)) ale to nieważne, bo widoki za oknem rekompensowały lekką niewygodę podróży. Pierwszą atrakcją było zwiedzanie amfiteatru El Jam z III w. p.n.e. Muszę przyznać, że nieźle się trzyma ta budowla jak na swój wiek:). Z najwyższych kondygnacji roztacza się wspaniały widok na okolicę i arenę amfiteatru. To prawdziwa perełka architektury. Spacerując w podziemiach, aż dreszcze przechodziły na myśl, że mordowano tu ku uciesze widzów niewinnych ludzi. Wygłodzone lwy, gladiatorzy, niewolnicy, chrześcijanie… Robimy pamiątkowe zdjęcia, opuszczamy El Jam i ruszamy dalej w drogę. Kierujemy się do Gabes, a tam czeka na nas targowisko z przyprawami i tunezyjskimi wyrobami. Po drodze mijamy pseudo-sklepy mięsne. Dla Europejczyka to widok dość szokujący, gdy widzi przy drodze świeżo zarżniętego barana lub krowę wiszącą głową w dół w pełnym słońcu, a w promieniu 1000 km nie ma żadnej chłodni albo lodówki. Ale miejscowi zapewniają że mięso jest świeże:)) I tak to funkcjonuje na co dzień. Lodówki są dobre dla turystów i hotelarzy:) Dobrze że przyprawy mają bardzo aromatyczne i ten aromat przesłonił zapach świeżego mięska:) Zresztą zawsze można zostać wegetarianinem:) Ale do rzeczy, szkoda że u nas przyprawy nie mają takiego aromatu. Dlatego warto pojechać do Tunezji, żeby poczuć jak naprawdę pachną. Bo Tunezja naprawdę pachnie przyprawami i słynie z doskonalej henny. Oczywiście miejscowi obowiązkowo oferują swoje wyroby i usługi. Pamiętam, że wszystkie dziewczyny wyjechały z targu ozdobione tatuażem z henny. Miejscowi pytali o imię dziewczyn i malowali tatuaż z imieniem po arabsku. Zabawnie było, bo wchodząc do innych sklepików miejscowi zwracali się do nas po imieniu odczytując z tatuażu trochę niezgrabnie nasze imiona. c.d.n….
No to piszę dalej. Wytatuowane dziewczyny wsiadły do jeepa i dalej w drogę. Jedziemy przez kamienistą pustynię. Naszym celem jest Matmata. Rdzennymi mieszkańcami tego regionu są Berberowie. (Troglodyci) Swoje domostwa wykuwają w skałach. Fajna sprawa potrzebujesz nowy pokoik to do roboty, skrobiesz sobie dziurę w skale i gotowe. Wygląda to bardzo oryginalnie i nawet z pomyslem urządzone, ale żyć to bym tak nie chciała. Przede wszystkim, największym problemem jest tutaj brak wody albo ograniczona jej ilość. Nie można odkręcić kraniku i już leci, tylko trzeba ją nosić wiadrami i baniakami z odległych studni. No i wygody wraz z luksusem też tu nie uświadczysz. Twarde kamienne łóżka, krzesełka itp. Ale te dziwne kamienne domostwa mają jedną ogromną zaletę. W tym upale panuje w nich przyjemny chłód. To idealne schronienie przed prażącym słońcem. Takie kamienne domostwo fajie wygląda z góry. Wielka dziura- czyli dziedziniec i odchodzące od niego kolejne odnogi pokoi mieszkalnych. Nawet pięterko można było sobie wydrążyć i zrobić sypialenkę na górze – wejście po drabince.:))) Połączenie romantyzmu z survivalem:))) Gospodyni domu Pani Fatima była bardzo miła i nawet można się było z nią sfotografować. Ale grzeczność wymaga, aby po wizycie zostawić gospodarzom jakiś napiwek 1-2 dinary. Przecież udostępniając swoje domostwa , zapewniają turystom wielkie atrakcje turystyczne. c.d.n…
No i oczywiście zapomniałam dopisać, że w tych okolicach Steven Spielberg kręcił sceny do filmu Gwiezdne Wojny. Byłam i wiedziałam tą scenografię, fajna sprawa:) Tylko brakowało mi miecza świetlnego:) ale i tak duchem przeniosłam się w czasy mistrza Jody.
Wyruszamy dalej na południe. Krajobraz pustynny zmienia się z pustyni kamienistej w pustynię piaszczystą. Docieramy do wrót pustyni Douz aby zobaczyć słynny zachód słońca na pustyni no i oczywiście zaliczyć przejażdżkę na wielbłądach jednogarbnych – dromaderach. Od przewodników otrzymujemy specjalny strój tradycyjny który ochroni nas przed ewentualną burzą piaskową:))) Cóż przyznam że podróż na jedngarbnym wielbłądzie nie należy do najwygodniejszych ale warto przeżyć cos takiego na własnej skórze żeby chociażby docenić potem zalety cywilizacji:) Po tylu atracjach jednego dnia zmęczeni ale szczęśliwi zmierzamy do hotelu. Czeka nas nocleg na pustyni ale z wygodami:). Skoro już jesteśmy na pustyni to warto pospacerować przy hotelu i poczuć pod stopami delikatny piaseczek, który przypomina konsystencją mąkę albo kaszkę mannę. My spacerując natkneliśmy się na fenka, malutkie zwierzątko zwane liskiem pustynnym. Był tak mały i uroczy jak piesek- szczeniaczek. Pierwszy raz widzieliśmy takie zwierzątko. Rankiem obudziliśmy się i okazało się, że w nocy szalała burza piaskowa, bo w całym hotelu na korytarzach znajdowaliśmy zaspy piasku. Po śniadaniu, bardzo wcześnie rano właściwie jeszcze w nocy wyruszyliśmy w dalszą drogę, aby jeszcze przed wschodem słońca znaleźć się na Chott El Jerid czyli Słonym Jeziorze. To ogromna połać wyschniętego jeziora, tak słonego, że po wyschnięciu na ziemi pojawiają się kryształy soli, tworzące ciekawe formacje. Wschód słońca w takim miejscu to niezapomniane przeżycie. Miejscowi oferują tutejsze skarby czyli róże pustyni, które dochodzą nawet do ponad metra wysokości. Stąd ruszamy dalej w góry Atlas w kierunku oazy Chebika. Przepiękne zielone oczko po środku pustyni zauroczyło nas wszystkich. Soczysta zieleń palm i miejscowi handlarze ze swoimi straganami oferowali słodkie daktyle i zimną wodę. Najlepsze, że język polski jest tu dobrze znany:) Królowały hasła Zimna woda- zdrowia doda, woda z rana jak śmietana, albo polskie dziewczyny jak witaminy. Wędrując w dół oazy towarzyszyli nam chłopcy sprzedający daktyle, róże pustyni oraz kryształy górskie. Wreszcie naszym oczom ukazało się źródełko bijące ze skały. Krystalicznie czysta i chłodna woda była prawdziwym zjawiskiem zwłaszcza, że z nieba lał się żar i tylko cień palm ochraniał przed słońcem. c.d.n…..
W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o Meczet ale nie wchodziliśmy do środka bo już było za późno i wszystko było pozamykane. Jedyne co nam pozostało to zrobienie sobie z miejscowymi pamiątkowego zdjęcia na tle potężnych murów otaczających dziedziniec meczetu.
koniec




